Adopcja. Pro Vita.

Adopcja - nigdy się nie kończy;w naszych głowach i nie tylko.

Przeszedłem wszystkie fazy poszukiwania rodziny biologicznej.I znalazłem Ją;jest normalna,kochająca się,jest super,przyjęli mnie "z otwrtymi rękami" matka już od wielu lat nie żyła. Przeszedłem cały cykl wychowania w rodzinie adopcyjnej.O adopcji dowiedziałem się jako dorastający 15 - latek.Rodzice dbali o moje wychowanie i wykształcenie.Ale matka adopcyjna,która " przewodziła" w domu nie umiała mi " podać ręki" w najtrudniejszym dla mnie momencie - i sądze,że dla wszystkich adoptowanych jest on trudny-co zepsuło moje relacje a w końcu też nasze,a to zaowocowało,że opuścilem dom.Byłem jeszcze nie dojrzaly emocjonalnie i pogubiony z tym problemem.Jak wspomniałem na wstępie znalazłem rodzinę biologiczną po wielu latach;ale jednak.Wyciszyłem się .Czy do końca ? Z matką biologiczną spotkałem sie na Jej grobie,wybaczylem .Nigdy nie znalazłem odpowiedzi dlaczego mnie oddała do adopcji,mogę się   jedynie domyślać.Ale tej Jej decyzji jednak nigdy nie zaakceptowałem,nawet gdybym Ją zrozumiał -  bo co może zastapić miłość wlasnej matki i poczucie wzajemnje więzi - NIC.Nie daj Boże abym mial cokolwiek przeciwko adopcji,doceniam uczucia rodzin adopcyjnych i zastepczych  ADOPTUJCIE wszystkie porzucone dzieci.Piszę tylko o "drugiej stronie"tego związku adopcyjnego.No więc ,o co chodzi? Patrząc oczyma osób z zewnątrz  ,no o nic.!!!.Ale czy jednak?Podjrzenie o nie wykształcenie się uczuć wyższych można przeczytać w każdej książce do psychologii.Ale jak to możliwe  - zostałeś/aś/porzucony to o jakie tu uczucia wyższe ma chodzić.Straciłeś ZAUFANIE do ludzi i tyle .Uczucia wyższe to milość i przyjażń ,Nikt nas adoptowanych tego nie pozbawił -mamy tylko większy dystans do słów -  oczekujemy czynów .Sami jesteśmy nimi gotowi obdarzać "na parawo i lewo".No i teraz pytanie  - czy obdarzani nam wierzą. To o ten brak wiary wzajemnej wszystko się rozbija.A wszystko zaczęło się WTEDY.