Adopcja. Pro Vita.

Adopcja

 Adopcja nie zapewnia potrzeby uczuć i wzorców zachowań jakie powstają na linii rodzice biologiczni- dziecko. Nie rozpatruję tu przypadków adopcji dzieci, których rodzice zginęli tragicznie. Oni mieli rodziców, nikt ich nie porzucił- ich trauma jest inna. Nie ma też według mnie co roztrząsać tematu jak to dobrze  jest dziecku adoptowanemu w rodzinie adopcyjnej zwłaszcza materialnie bo to nigdy nie zastąpi  uczuć na linii matka-dziecko. No właśnie matka, a co z ojcem? Sam jestem adoptowany i zawsze szukałem tylko matki, wszystkie emocje związane były tylko z matką i to z biologiczną jak też z adopcyjną. Jestem ojcem biologicznym czwórki dzieci  i widzę różnice więzi tych dzieci z matką i ze mną. Może dlatego, że ja nie znałem swoich rodziców jestem chłodniejszy w kontaktach z moimi dziećmi .Wydaje mi się, że jako ojciec (po adopcji) nie umiem okazywać na zewnątrz swych uczuć, chociaż wewnątrz serce moje  rwie się, aby ich przytulić i otoczyć ciepłym słowem. Widzę jak słabo mi to wychodzi. Powody są chyba dwa: raz-adopcja, która co do zasady  pozbawia tych fundamentów uczuć jak między matką biologiczną a dzieckiem, a po drugie - moja matka adopcyjna wychowywała mnie według reguły- nie okazywania na zewnątrz emocji.

    Ocena społeczna dzieci adoptowanych zmienia się na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat ogromnie i szybko. Adopcja nie jest już wykluczeniem społecznym, zmierza od określeń negatywnych, aż prawie do tego, że w dobrym tonie jest mieć dziecko z adopcji albo chociaż nieślubne, gdzie mężczyzna jest tylko dawcą nasienia. Wszystkie te metody bycia rodzicem zaspokajają jednak tylko potrzeby emocjonalne dorosłych, ale nikt nie zastanawia się nad uczuciami tych dzieci.

 Dzisiejsze zmiany społeczne i gospodarcze powodują szereg niespodziewanych i nowych wyzwań, również w omawianym zakresie. Wzmagające się problemy niepłodności mężczyzn i kobiet będą miały nie do przewidzenia wpływ na demograficzne zmiany, w tym i na adopcje. Nie wspominając nawet w tym miejscu o metodzie zapładniania In vitro, o czym piszę w innym miejscu. Nie chodzi mi tu o metodę w sensie technologii, ani o jej ocenę etyczną, ale tylko o tożsamość dzieci urodzonych tą metodą, które aczkolwiek będą miały inne problemy to jednak będą one po stronie emocjonalnej bliskie dzieciom adoptowanym.

 To co ważne, usłyszałem od swojej już nieżyjącej ciotki, którą odnalazłem po latach, a która była kuzynką mojej biologicznej matki, cytuję:” Najważniejsze, że nie zepsuła ciąży i cię urodziła”.

 To, do czego zmierza fundacja, to spotkania osób adoptowanych dorosłych- aby sobie odpowiedzieć na nurtujące pytania, wzajemnie sobie pomóc budować psychikę, budować własną tożsamość.

Ale najważniejsze to aby kobiety- rodziły dzieci, wychowywały je nawet same, nawet w biedzie. To nie zabuży psychiki dziecka. 

Kobiety, które nie mogą rodzić - adoptujcie dzieci i dajcie im to, co w was najlepszego.

Nie ma tu sprzeczności- jest tu tylko stopniowanie od marzeń (rodzić) przez trud dawania (adopcja), ale wszystko z miłości.

 

Źródło:
Tekst autorski: Zbigniew Marek Wierzbiński

Data publikacji:
2015-10-27


Zobacz też najnowsze artykuły: