Artykuły. Pro Vita.

Założyciel fundacji ProVita w kolejnej rozmowie o poszukiwaniach biologicznych rodziców

Prowadzący rozmowę: Na zakończenie naszej ostatniej rozmowy powiedział Pan: szuka się matki, nie szuka się ojca – dlaczego?

Zbigniew Wierzbiński: Tego nie umiem wyjaśnić. Naturalnie, przez myśl też przechodzi: ,,kim jest ojciec biologiczny”. Niemniej jednak nie ma tu takiej presji psychicznej. To słowo ,,matka” wypełnia świat dziecka. Dzisiaj, już jako ojciec, myślę że chodzi o to, że matka nosi dziecko ,,pod sercem", ona pierwsza zaczyna je czuć, kochać. Mężczyzna jest jakby obok. Miłość matki rośnie wraz z płodem. Jak dziecko się rodzi, to ta miłość jest już pełna. Stąd tak silna więź między matką a dzieckiem. Sądzę, że dlatego odnalezienie ojca nie jest dla dziecka adoptowanego aż tak ważne.

PR: Czy ostatecznie udało się Panu odnaleźć ojca?

ZW: Nigdy nie odnalazłem ojca. Podejmowałem kilka prób, jednak były one nieudane. Moja matka adopcyjna nie wiedziała nic na jego temat, w zasadzie to nie było osoby, której można było zapytać. Nie było punktu zaczepienia. Nawet w ciągu ostatnich lat podejmowałem próby odnalezienia ojca przez Instytut Pamięci Narodowej, niestety do niczego mnie te poszukiwania nie doprowadziły.

PR: Proces poszukiwania matki biologicznej również był tak trudny?

ZW: Owszem, problemy ze znalezieniem matki były konsekwencją wojny. Większość dokumentów Urzędu Stanu Cywilnego uległo zniszczeniu. Dodatkowo w oświadczeniu bliskich mojej matki potwierdzających jej tożsamość po wojnie, wkradł się błąd w dacie Jej urodzenia i przez pomyłkę – przesunięto datę o 2 tygodnie, miałem przez to dużo większe problemy z Jej znalezieniem. To było 12 lat temu, pojechałem do fabryki, w której matka pracowała i tam dotarłem do zarchiwizowanych  prawidłowych danych personalnych.

PR: A mimo tych trudności i pomyłek udało się Ją odnaleźć? Czy to przypadkiem nie chodzi o większą determinację? Na ,,ojcu” już tak nie zależy?

ZW: To jest kwestia tego o czym mówiłem na początku. Być może podświadomie ,,matka” jest dla dziecka najważniejszą osobą. Ojca też chciałem odszukać, nie udało się z przyczyn niezależnych ode mnie.

PR: A czy rodzina matki biologicznej podejmowała próby odszukania Pana?

ZW: Nigdy, z prostej przyczyny – oni nie wiedzieli o moim istnieniu.

PR: Zmieniło się Pana nastawienie do matki adopcyjnej po odnalezieniu matki biologicznej?

ZW: Nasze relacje się rozluźniły, były chłodniejsze. Natomiast moje nastawienie się nie zmieniło, nadal była moją matką, wychowywała mnie. Pamiętam, że zmieniły się z kolei relacje pomiędzy rodzicami adopcyjnymi. Zaczęło się między nimi psuć, ja jednak nie upatruję źródła ich problemu w kwestii mojej adopcji.

PR: A czy złe relacje pomiędzy matką a ojcem miały wpływ na Pana?

ZW: Zdecydowanie. Jako dziecko ogromnie przeżywałem ich kłótnie. W dodatku nie pomagały mi one w radzeniu sobie z emocjami dziecka adoptowanego. Potrzebowałem ich wsparcia, rozmowy, przytulenia. Nie otrzymałem tego.

PR: Jak Pan ocenia szukanie rodziców biologicznych z perspektywy czasu? Podjąłby Pan dziś podobną decyzję?

ZW: Trzeba jasno powiedzieć, że na początku w grę wchodzi zwykła c i e k a w o ś ć. Ciekawość tego – kto, jak wygląda, co robi, czy mam rodzeństwo? Dopiero później pojawia się pytanie – dlaczego? Moja rodzina adopcyjna była rodziną bardzo dobrą, można powiedzieć, że wręcz elitarną. Mogłem zaniechać szukania, a mimo to podjąłem inną decyzję. Dziś wiem, że słuszną, bo zbudowałem przez to swoją tożsamość. ,,Jakieś" problemy zawsze pozostaną, ale dzisiaj mówię już bez skrępowania o mojej adopcji. I dlatego chcę nieść pomoc innym, tym którzy znajdują się w sytuacji podobnej do mojej.